~~Oczami Rydiana~~
Wow Niewierze ze to już tydzień jak mieszkam z R5, NIESAMOWITE.-Myślę
-Rydian przynieś mi wodę- prosi Rydel
-No ok dla ciebie wszystko-odpowiadam
-Dzięki. A co ty taki smutny
-A nic..
-No przecież widzę, powiedz.
-Miałem dziewczynę która została tam, w L.A.
-Oh, współczuje. Może pójdź porozmawiać o tym z Rossem.
-Dobra.
Kiedy szukałem Ross'a zauważyłem gdzieś na tyle brunetkę. Pomyślałem, że w R5 nie ma brunetki, podchodze bliżej,nie widzę bliżej, nadal nic podchodzę jeszcze bliżej
-No co własnej dziewczyny nie widziałeś??-mówi Brunetka
-Viktoria??-Pytam
-Nie kuźwa Weronika, no raczej kochanie.
Podbiegam do dziewczyny i czule ją przytulam.
-Przepraszam że cie tam zostawiłem. Nie pomyślałem. Przepraszam cię.-mówiąc to pocałowałem ją na przeprosiny.
-W sumie jak zwykle masz szczęście że Ross mi o tym powiedział, bo bym sie załamała.
-Nom, muszę mu podziękować
-Jest w pod kołdrą jeszcze śpi.
-Jeszcze??
-Jeszcze
Rydian szuka Ross'a gdy nagle słyszy jakieś przedziwne odgłosy:
-Viki nie tak ostro.
Wszedłem tam i co widzę?? Ross'a Który leży bez koszulki na manekinie z naklejoną twarzą Viktori, i Całuje go (manekina). Mam nadzieje że nie był kompletnie nagi. Po cichutku wychodzę z pokoju zamykam drzwi i...
-Stój!- Rozkazuje mi głos z pokoju
Przełykam przestraszony ślinę i nie odpowiadam
-Wejdź tu.
Dalej się ukrywam
-Rydian wiem, że to ty.
Ponownie przełykam ślinę i wchodzę. Bosz ten opieprz dramat nigdy nie zapomnę tego co tam było. A zwłaszcza dlatego bo moje przewidywania były zgodne, BYŁ NAGI!!! Współczuje manekinowi. Ale od teraz wiem że powinienem bronić Viki, mam nadzieje, że nie zrobi z niej manekina. Na następny dzień pogodziłem się z Ross'em ale powiedziałem mu, że mam ochotę go zabić. Myślałem, że mu to przeszło lecz po trasie zaczął do niej zarywać. Było to tak, że pierwszego dnia w szkole usiadł koło Viki. Zaczął do niej mówić:
-Kotku co robisz dziś po szkole-mówił do niej głaskając ją po udzie.
-Odwal się! Ross ja mam chłopaka.
Cała klasa zaczęła się śmiać po czym do Viktorii podeszła Nauczycielka
-Viktorio Lee co to za wyrażanie się i to pierwszego dnia w szkole.
-Przepraszam pani p...
-Ci ci ci- Przerwał Ross który położył palec na jej ustach- Proszę pani to moja wina.
-O! Ross zaskoczyłeś mnie. Przyznałeś się do winy.-mówi nauczycielka
-Do winy sriny.-zamamrotał
-Słucham!
-Rucham!
-Do dyrektora!
-Bo
-Gówno K**** natychmiast stąd wypier*alaj
-Dobrze już idę i odrazu zgłoszę skargę o wulgaryzmy wobec uczniów
-Bardzo dobrze idź Ross-odezwał się głos
-Ross siedź tu już nic się nie stało. Kto to powiedział !!!-wrzasnęła psorka
-Podejrzewam człowieka- mówi Rydian
-Rydian czy to ty??
-Nie owłosiona rybo.
-Że co??
-ymm... To?!
-Do dyra ale to już
-Dobrze.
Ross patrzy na niego jak na jakąś niedorajde.
Na następny dzień w szkole
-Dzieńdoberek mysie pysie- wchodzi jakaś blondynka
-Pfe pni a gdie jes pni psol-mówi jakiś kujon z wadą wymowy
-Pani Maselniczka została zwolniona. Więc jestem waszą nową wychowawczynią ale możecie mówić do mnie ciociu myszko.
Ross odwraca na Rydiana wzrok i szczęka mu opada ze zdziwienia.
-Tak się to robi- mówię
-Co się robi kochanie??
-Proszę tak do mnie nie mówić. Tak się robi zadanie bo tłumaczyłem to koledze.
-Czy to prawda Allan (chłopak z ławki)
-Ymm... ummm...- zastanawia się.
Wpiore ci po szkole jak powiesz nie pokazuje mu na migi
-Y-y-yhy-kończy chłopak
-No dobrze-kończy "ciocia"
Gdy wróciliśmy do domu Ross pobiegł do swojego pokoju i zamknął drzwi na klucz, myślę: Tak nareszcie mogę spędzić więcej czasu z kotkiem. Biegnę się z nią przywitać bo musiałem jak zawsze zostać po lekcjach (wisi mi to) wchodzę do, pokoju pusto. Znów słyszę odgłosy z pokoju Ross'a. Tym razem dwa głosy męski i żeński, dźwięk klucza, klucz spadł, znów drzwi się otwierają i brzdęk, dopiero za trzecim razem wypada z pokoju Vika
-Jezu Vikuś mam nadzieje że...
-Nie, jeszcze mu się to nie udało.
-Masz ochotę się przejść.
-Jasne.
Wychodzimy na plaże. Idziemy brzegiem. Chłodna woda smyra nas po stopach. Idziemy coraz szybciej. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zwykły słoneczny dzień zamienia się w zmierzch, zachód słońca był niesamowicie piękny, w tym czasie rysowaliśmy sobie serca z naszymi imionami w piasku, które co fala zamazywało. Gdy nagle zaczęła się ulewa, biegliśmy jak najszybciej ale mimo to byliśmy nadal szczęśliwi. wbiegamy cali mokrzy do domu.
-Idź się przebierz zaraz przyjdę- mówi Rydian
-Jasne-odpowiada
Ściągam czapkę, otrzepuje włosy z kropli wody. Otwieram drugie drzwi i...
-Stój-mówi Ross ściskając moje ramię
-Znowu-mówię podnosząc pięty w górę i w dół
-Słuchaj ona jest moja i tylko moja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz